Geoblog.pl    Bidzia    Podróże    Kuba.    Retro taxi, Miguel y autopista!
Zwiń mapę
2013
17
sty

Retro taxi, Miguel y autopista!

 
Kuba
Kuba, Playa Larga
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 10169 km
 
Nie jesteśmy w Hawanie długo, jeden dzień i decydujemy się pryskać. Kierunek Zatoka Świń. Nie słyszeliśmy fascynujących recenzji tego miejsca, ale od czegoś trzeba zacząć, ocenić na własne oczy. Skoro świt…czyli ok. 11 ruszamy na poszukiwanie taksówki. Najlepiej byłoby podzielić koszty z innymi turystami, ale Zatoka nie jest tak obleganym kierunkiem jak np. Vińales na zachodzie wyspy. Tam 120 km jedzie się za 5 CUC bo zawsze są inni chetni do dopełniania składu samochodu. Niemniej jednak pierwsze oferty za przewóz na trasie ok. 160 km to 100 CUC. Tak, ewidentnie wyglądamy na świeżaków na kubańskiej ziemi;-) To oferty naganiaczy taksówkowych spod Capitolio. Sowją drogą Capitolio to taki odpowiednik polskiego Pałacu Kultury i Nauki. Nam Rosjanie zostawili na pamiątkę Pałac a Kubańczykom północny sąsiad zostawił replikę Kapitolu. Amerykańska pamiątka jest chyba jednak ładniejsza niż dar naszego niegdysiejszego radzieckiego brata. I nie wynika to raczej z faktu, że Pałac już nam się „opatrzył”.

Ruszamy dalej, za radą stojących nieopodal taksówkarzy, którzy sami wprawdzie kursem nie są zainteresowani, ale życzliwie podpowiadają by iść w kierunku stacji i tam powinno się coś znaleźć. Po drodze dostajemy ofertę za 70 CUC. Taksówkarze robią gromadzenie na ulicy i debatują co nam zaoferować a przy tym wielce się dziwią, że wiemy dokładnie ile jest do Zatoki i nie łykamy informacji, że to prawie 250 km;-)

Docieramy pod stację. Na teren stacji, z której odchodzą autobusy Astro przeznaczone dla Kubańczyków nie ma po co wchodzić – pan na wstępie mnie stopuje. Po kilku ofertach za 40 CUC i targach na 30 CUC ale jedynie do Jaguey Grande, za radą K. odchodzimy na bok by dać czas taksówkarzom przemyśleć czy warto jechać z nami za naszą cenę czy też lepiej stać w słońcu i nic nie zarobić. Po chwili podchodzi donas sympatyczny starszy Pan i mówi, że za 30 CUC zabierze nas nad samą Zatokę tj. do miejscowości Playa Larga. On tam ma brata więc jemu się opłaca. Mówię, że skoro ma brata to skorzysta na tym rodzinnie więc pojedziemy, ale za 25 CUC. W końcu ładujemy się do jego taksówki – uroczy zapewne "poamerykański " (ciekawe, że poradziecki brzmi jakoś normalnie podczas gdy poamerykański jakoś dziwnie. Proamerykański tez jest normalne, ale na Kubie pewnie nie jest to przymiotnik mile widziany;-) czerwono-szary samochód z lat 50. I ustalamy kurs na 28 CUC (1 CUC= 1 UDS). Ponadto Miguel, bo tak nazywa się nasz kierowca, może zabierać po drodze innych pasażerów.

Co też chętnie robi gdy na wylotówce mijamy punto de embarque, na którym jest sporo osób łapiących stopa. Oczywiście Kubańczycy za trasę Hawana - Jaguey Grande płacą jakieś 50 pesos national czyli równowartość 2 CUC.

Docieramy do Playa Larga i szukamy casy za 15 CUC. Te ładne nad samym morzem nie schodzą poniżej 25 CUC a do tego najlepiej by delikwent zdecydował się na śniadanie oraz koniecznie kolację, za 10 CUC od osoby. Nie więc jesteśmy klientami, na których wyczekują tutejsze gospodynie i nie jesteśmy Rosjanami, za których bierze na jeden właściciel więc zatrzymujemy się w drugiej linii nadmorskich domków u sympatycznej Ramony – za 15 CUC. i jak sie wieczorem okazuje, jest to dobry ruch bo domki nad morzem prześcigają się w zapuszczaniu kiepskiej muzyki więc widok jest OK, ale o spokój już trudniej. A po dzisiejszej przejażdżce ładnym acz ryczącym samochodem, z włączoną muzyczka i przy otwartych oknach, spokój jest towarem przez nas poszukiwanym.

Lokalna plaża jest malutka, ale ma palmy i piasek. Woda nico wzburzona przez wiatr nie ma zachęcającego koloru. K. robi zdjęcia i zawiera znajomość z jedyną parą, która prócz nas korzysta z plaży a ja ćwiczę jogę – luksusowo, niemalże jak na prywatnej plaży;-)
Wieczorem wybieramy się na spacer do wsi. Domki skromne, ludzie przemieszczają się gównie na rowerkach i konno. W tej miejscowości nie widać życia. Co ciekawe, i myślę odmienne od polskiej rzeczywistości kilkadziesiąt lat temu, na Kubie ludzie żyją na ulicy tj. wychodzą by posiedzieć i pogadać ze znajomymi przed dom wprost na ulicę, w miastach. Na wsiach siedzi się raczej u siebie a jak ktoś wpadnie to też jakoś bardziej w domu. Tymczasem z opowiadań i jeszcze własnego dzieciństwa pamiętam, że w Polsce charakterystyką wiosek było wychodzenie przed dom na ławeczkę i oglądanie życia miejscowości oraz zagadywanie z sąsiadami. W Rumunii widziałam takie ławeczki zainstalowane wręcz przed ogrodzeniem domu a nie, jak w Polsce, przed samym domem. To w miastach ludzie chowali się do domów.

Ciekawe, a może raczej nieciekawe, jest to, że wszystkie wieczorem otwarte sklepy i mini bary w liczbie chyba 3, sprzedają napoje i przekąski w CUC. Drożej niż w Polsce – mała puszka piwa to 1CUC do 1,5CUC. Czyli drożej dla nas niż normalnie a co dopiero dla Kubańczyka….

Wieś już obeszliśmy i lokalną plażę też już znamy… Co tu robić jutro? To chyba będzie motto tej wyprawy;-) Planujemy wypożyczyć rowery.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedziła 2.5% świata (5 państw)
Zasoby: 29 wpisów29 0 komentarzy0 1 zdjęcie1 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
15.12.2013 - 20.12.2013
 
 
13.01.2013 - 03.02.2013